|
|
|
||
|
|
|||
| ClickJam 2013 - czyli wieści z pobojowiska cz.1 | |||
|
autor: Fadex
Jakoś tak się nieszczęśliwie wydarzyło, że tak wielkie i doniosłe wydarzenie jak ClickJam przemknęło bez większego echa w internecie. Miało na to wpływ kilka czynników - "opieprzalizm" Clickteamu w rozdaniu nagród, kilka przekrętów po drodze i przede wszystkim lenistwo uczestników, którzy dali z siebie wszystko od pierwszej minuty aż do ostatnich sekund przed wysłaniem naszych produkcji. Ale jak to właściwie było? Co działo się za żelazną kurtyną akademickiego pokoju w Warszawie? Postaram się to przybliżyć w relacji, którą pozostawię na tyle wierną wydarzeniom jakie miały tam miejsce na ile tylko to możliwe, biorąc pod uwagę zaniki pamięci, czas który od tamtej pory upłynął, oraz moją finezję twórczą. A było to tak...
Uwaga - artykuł jest podzielony na trzy części. Pierwsza dotyczy tego jak każdy trafił na ClickJam, natomiast druga i trzecia o ty co wydarzyło się faktycznie podczas wydarzenia oraz skrótowo o tym, co po wydarzeniu. Jeśli nie jesteś zainteresowany którymś z tych opisów (lub wszystkimi) - po prostu nie czytaj :) Pierwsze dwie części opisane są z perspektywy neutralnego obserwatora, trzecia natomiast mogła pozostać jedynie subiektywną relacją uczestnika. Mam jednak nadzieję że nie naruszy to integralności całego tekstu. Ale koniec tego przydługiego wstępu, czas na sam raport! W załączniku znajdują się również zdjęcia z eventu oraz screenshoty z gier. Nie musicie dziękować :)
od redakcji: na końcu opowieści czeka niespodzianka :)
Prolog
Dzień poprzedzający ClickJam, późny wieczór. Nadmorska miejscowość. Neoqueto czyni ostatnie przygotowania. Telefon jest, prowiant jest, pieniądze są, bilet też jest. Tak oto przygotowany udaje się na dworzec. Czeka go długa droga przez pół Polski. Ostatnie wejście na forum i symboliczny napis "wyjeżdżam." w krzykopudle. Już nie było odwrotu. Od tego momentu sprawa ClickJamu była już przesądzona, a wydarzenia które miały nadejść wpisały się w księgi losu. Wszyscy byli gotowi na niezapomniane doświadczenie, które zajmie specjalne miejsce w ich wspomnieniach przez długie lata.
Trylogii część pierwsza - drużyna pierścienia.
Czas lokalny Warszawy, ~6 godzin do rozpoczęcia. Rezydencja Fadexa. Fadex budząc się spogląda na swoją komórkę. Szósta jak nic. Zaczyna się zastanawiać dlaczego ustawił budzik tak wcześnie. Przeciąga się ospale, ziewa i podziwia swój pełnoprawny pokój sześć-metrów-kwadratowych. Przeszedł kolejne dwa poziomy w angry birds, po czym nagle olśnienie - Neoqueto jakoś niedługo przyjeżdża na dworzec i ktoś powinien go odebrać. Zapewne Cootje zaraz zadzwoni żeby to zrobił, dlatego nie powinien już kłaść się spać... Zzz... ZZZzzz...
W międzyczasie - Dworzec Zachodni. SilentBob92 wysiada ze swojego środka transportu. Jego zadanie jest proste - dostać się na Dworzec Centralny z którego odbierze go Cootje. Podchodzi więc do pierwszej lepszej taksówki i pyta się grzecznie: "Panie! Na centralny to po ile?", na co taksówkarz stol(i)cowy węsząc okazję odpowiada "Za 20 zł pana zawiozę.". Nie wiedział niestety że ma do czynienia z biednym przedstawicielem rodziny klikowcowatych, który odrzekł "E, to nie." i poszedł przez siebie, w stronę wschodzącego Słońca. A do przejścia miał kilometra półtorej.
Nieco wcześniej - gdzieś na Śląsku Misieksamgame wrzuca swojego laptopa do bagażnika. Wrzuca też drugiego, przygotowanego dla kompana w boju. Spogląda na niebo, które zaczyna świtać. "To będzie długi dzień" myśli siadając za kółkiem i zaczyna rozważać o problemach natury egzystencjalnej. Jednak w radiu zaczęło lecieć Bohemian Rhapsody i "misiek" dźwięcznie zaczął nucić do melodii zapominając o tęgich myślach które nawiedziły go przed chwilą. I tak wyruszył do centrum Polski. Po chwili zauważa jednak osobę na poboczu z wyciągniętym kciukiem do góry. Uśmiechając się z uprzejmego gestu również pokazuje tej osobie "OKej". Po drodze jednak odbił na chwilę w bok aby zabrać jeszcze jedną osobę. Pozik w tej chwili powoli wynurzał się ze swojego bloku oczekując jakiegoś kolesia na rowerze. I faktycznie doczekał się, tylko rower okazał się być roverem. Po schowaniu swojego dwukołowca i krótkiej wymianie zwrotów grzecznościowych rzucił swoją torbę na tył samochodu i odjechali razem na północ, na spotkanie z resztą drużyny.
Czas lokalny Warszawy, ~5 i pół godziny do rozpoczęcia. Rezydencja Fadexa. DRYŃ~DRYŃ~DRYYYYYŃ! Fadex budzi się z płytkiego snu i patrzy że dzwoni nie kto inny jak... Neo. Odbiera komórkę i wywiązał się taki oto dialog:
Fadex: "Eee, halo?"
Neoqueto: "Ej, nie wiesz gdzie Cootje? Bo się dodzwonić nie mogem"
Fadex: "Yyy... do mnie też nie dzwonił... a gdzie tak w ogóle jesteś?"
Neoqueto: "Na dworcu centralnym. Nie mam co ze sobą zrobić."
Fadex: "Dobra, jadę tam. Będę za pół godz... wróć! Czterdzieści minut" - zmyślnie wziął poprawkę na zaspany stan w którym się znajdował.
Neoqueto: "Okej, czekam. Buziaki."
*BEEP*... *BEEP*... *BEEP*... *koniec przekazu*
Fadex narzucił koszulkę i dżinsy, zmierzwił włosy 2 razy i puścił do siebie szelmowski uśmiech w lustrze, po czym szybko wybiegł z domu żeby zdążyć na bezpośredni tramwaj.
Czas lokalny Warszawy, ~5 godzin do rozpoczęcia. Warszawski akademik. Cootje przewraca się na drugi bok. Słychać głośne pojedyncze chrapnięcia. Obok łóżka na półce leżą trzy komórki - w tym dwie z rozbitymi wyświetlaczami. W powietrzu zdaje się unosić nie tak dawno odbyta walka w planszowej Grze O Tron. Po stoczonej batalii Cootje odpoczywa, nieświadom dramatycznych zdarzeń które właśnie mają miejsce. Co chwilę wibrująca komórka brzęczy zakłócając ciszę i spokój tego świętego miejsca. Cootje ostatecznie wstaje, decyduje się ubrać i ruszyć na tramwaj w stronę dworca.
10 minut później, wykwintna restauracja w pobliżu dworca centralnego. Fadex otwiera drzwi jednym szybkim kopnięciem. Widzi Neoqueto wraz z SilentBobem kończących swoje cheeseburgery, postanawia zamówić małą kawę i tosta Dzwoni do Cootjego, który tym razem odbiera.
Cootje: "Halo?"
Fadex: "Wielu ludzi Cię szuka."
Cootje: "Już do was jadę, miałem mały poślizg."
Fadex: "Aha. No okej."
*BEEP*... *BEEP*... *BEEP*... *koniec przekazu*
Fadex kończy swojego tosta i wspólnie z resztą czeka na Cootjego. Pół godziny później wszyscy wyruszają do sekretnego akademika, gdzie niedługo odbędzie się bitwa.
W tym czasie, niedaleko centrum Warszawy. Pikor budzi się w swoim apartamencie. Przeciera oczy, energicznym ruchem zrzuca wierzchnie nakrycie i wyskakuje z łóżka. Długo oczekiwał na ten dzień, bo przecież tworzenie gier to jego żywioł. Przemknął przyspieszonym krokiem po swojej pracowni, z lodówki wyjął resztkę pepsi i wczorajszego pączka. Po takiej studenckiej wersji śniadania przemył twarz, ubrał się i wyruszył do pewnego warszawskiego akademika.
Czas lokalny Warszawy, ~3 i pół godziny do rozpoczęcia. Pole bitwy. DRYŃ~DRYŃ~DRYYYYYŃ!
Wackyjackie zbliża się do dworca zachodniego. Fadex postanawia opuścić resztę w akademiku i sam przejąć człowieka. Po spotkaniu Wacky i Fadex wspólnie decydują się wyruszyć do Rezydencji Fadexa aby zaopatrzyć się w prowiant i sprzęt niezbędny do tworzenia.
Czas lokalny Warszawy, ~2 i pół godziny do rozpoczęcia. Rezydencja Fadexa. WackyJackie korzystając ze studenckiej gościnności Fadexa poczęstował się zupką chińską. "Bardzo pyszna zupka, bardzo pyszna zupka" zdało się słyszeć. Następnie uzbrojeni w torby z laptopami oraz plecaki ruszyli do pobliskiej Stonki aby zakupić prowiant na długie godziny które miały nadejść. Po sporządzeniu zapasów obaj udali się na tramwaj aby wrócić do strefy zero.
W międzyczasie, pole bitwy. Pikor dociera na miejsce spotkania. Niedługo później samochód marki rover parkuje przed wejściem do akademika. Wysiada z niego kolejnych dwóch. Następuje ciepłe przywitanie, formalności i papierologia. Następną godzinę spędzają na pokazywaniu sobie gier, omawianiu poprzedniego Clickjamu i przypomnieniu sobie o pewnym "Lead Designerze" na nim obecnym. Są tu także ustalane drużyny tak, aby były odpowiednio zbalansowane i żeby każdy miał szanse na wygraną. Jeszcze nieobecnych postanowiono przydzielić do jednego składu, który w ostateczności okazał się pięcioosobowy (to zupełny przypadek). Kiedy wszystko zostało już ustalone pozostało poczekać na dwóch ostatnich klikowców.
Czas lokalny Warszawy, ~1 godzina do rozpoczęcia. Pole bitwy.
Fadex wraz z Wackym ostatecznie docierają na miejsce. W ten sposób zebrała się drużyna pierścienia. Zespół kompanów w boju, o różnych umiejętnościach, preferencjach, pochodzących z różnych miejscowości, którzy zebrali się w tym miejscu zjednoczeni wspólnym celem - utworzeniem gry, z której każdy mógł być dumny.
Jednak... czy drużyna pierścienia nie powinna mieć dziewięciu członków? Tak, powinna. Inaczej ta analogia byłaby zupełnie pozbawiona sensu. Tutaj również wszystkich, którzy uczestniczyli w wędrówce było dziewięciu. Choć jeden z drużyny był wśród pozostałych jedynie duchem, ale o tym w dalszej części historii.
|
|||
|
Copyright (c) 2005-2009 Ślimaczek |
|||