|
|
|
|||||||||||||||||||||
|
|
||||||||||||||||||||||
| Warriors of Sword and Spell | ||||||||||||||||||||||
|
autor: deerKP
W głębokim lesie, pełnym plugawych stworzeń, najmocniejsza armia tej krainy: Paladyn i jego bliźniak?/ brat?/ klon? Paladyn, dwóch na ósmym już poziomie – do tej pory od początku tej misji niepokonani napadli zuchwale na nieruchomą nieznaną armię – Grupa Pająków – hahaha! Kolejne mięso armatnie do bicia… dosyć liczne, 9 zielonych pomiotów szatańskich – lecz nie pierwszy raz wybito wielokrotnie liczniejszą armię wrogów w pień. Klikam na ikonę walcz, idę zaparzyć herbatkę, po chwili wracam i z niepokojem obserwuję dramatyczny obrót sprawy… jak w życiu, mam pecha? Paladyn padł, niefortunnie w potyczce z jednym wielkim, drugi też zginął wyczerpany pod koniec walki. Niemożliwe! Gobliny, wampiry, duchy, kościotrupy – wszelkie zło nieumarłe i sprzymierzone z nimi ścierwo ginęło z rąk zakutych w blaszaną puszkę rozmodlonych mężów jak od uderzenia stu piorunów. Bez wyjątków! Przydaje się opcja save – load. Zdecydowanie!
Ta smutna historia zmusiła mnie do większego kombinowania, jak przez całą grę zresztą! Warriors of Sword and Spell, bo o tej grze tutaj mowa, wciąga jak bagno, gracz balansuje ciągle na granicy swoich
O grze słyszałem i czytałem już przy pierwszej jej publikacji na NB. Jednak nie zdecydowałem się wtedy jej pobierać, zauważyłem bowiem, że jej autor: nornik wciąż ją udoskonalał – co stanowi pochwałę samą w sobie i duży plus dla recenzowanej gry. Po trzech latach dopiero, mniej więcej w kwietniu postanowiłem przejść całą grę od pierwszego odpalenia. Wyszperałem w necie najnowszą wersję i pobrałem. Udało się! Noc zarwana świetną zabawą! Jakbym wrócił do czasów przedlicealnych, gdzie się grzeszyło w ten sposób przy miodnych tytułach, czy tworzeniu swoich własnych gier.
Grafika mnie ujęła, owszem bywała w paru punktach niedopracowana, czasem totalnie śmieszna w swej kresce – ale bardzo czytelna i utrzymana w jednym, oryginalnym stylu. Doskonale dopełniają się też utrzymane w typie średniowiecznych rycin obrazki przed każdą misją. Jak na rozmach projektu – duża liczba jednostek, budynków, elementów dekoracyjnych – cieszy duże oczko siatki, na której rozlokowano interesujące dla oka obiekty. Jednostka wojska wypada przezabawnie, taka nieruchoma i mikrusia, a porywa się jak z motyką na słońce, by zawładnąć ogromne plansze. Martwić jedynie może brak zróżnicowania przez te wszystkie kampanie ukształtowania terenu, innych warunków atmosferycznych (plansze ośnieżone? ahh.) czy wyraziste dla
Lecz historia zmagań nieumarłych z naszym królestwem obfituje w kaskady nieszczęść, czasem nagłe zwroty akcji – ale co gracza najbardziej cieszy? Stopniowo zdobywany dostęp do kierowania jednostkami. Na początku można wejrzeć w opis każdej dostępnej bojowej istoty naszego inwentarza ludzkiego, i półzwierzęcego. Radością było mieć Rycerza, jeszcze większą Paladyna (kocham go!), również Gryfa i oczywiście na koniec wisienka: Husaria! (wybaczcie moje skrzywienie na punkcie historii PL – ale przez całą zabawę tak ich w duchu nazywałem). Po drodze bijemy całe grupy odrażających istot, niczym wyjętych z prosto z prochu, kości i pozostałych fantastycznych istot – nawet skopiemy tyłki smokom, ptaszkom, olbrzymom, krasnalom i przezroczystym wyjcom.
Walki to jeden wielki plus i jeden wielki minus: wypasione rozwijanie poziomu dowódcy – możliwość wybierania kierunku rozwoju: siłowego, duchowego (motywacja do walki), strategicznego, czy magicznego… Najwyżej doszedłem do 14 poziomu dowódcy w przedostatniej bodajże misji. Dobrą rzeczą też jest rzucanie zaklęć, lecz martwi nieco ograniczenie do jednego na daną mikro-turę walki. A tym co może nawet zniechęcić do grania to duża losowość walk i długi, czasem zbyt długi (duchy są mistrzami w przeciąganiu potyczki – nie wspomnę o większej ich garstce) czas walki. To więcej niż połowa całego czasu gry w Łoriorsów. Często można skorzystać z potrzeby wyższej (kibel, kuchnia, smsowanie) podczas starcia licznych wojsk. Ciekawe ile autor przepił godzin/coke na testowanie tych ciągnących się w nieskończoność walk. Super sprawą od strony taktycznej uważam konieczność powracania rozbitą armią do zamku, odbudowanie jej, czy też używanie ich kilku.. trzeba planować parę posunięć naprzód i przewidywać konsekwencje swoich czynów. Zdobycie następnych zamków ma właśnie ten ważny ku temu powód – chcesz mieć więcej armii! Statystycznie jednak się wystawia jedną potężną i jedną średnią – jedna na podboje, a druga do pilnowania włości – tak chętnie napadanych przez grasujące fale nieumarłych.
Wszystko tu w grze dobrze przemyślane, dopasowane, wyważone, co zakrawa na cud przy takim rozmachu klikowego dzieła. Jedna z największych gier wykonana w kliktajmakerach… Co ważne – stanowi zamkniętą, dopracowaną całość. Błędy są, jak w każdym sofcie, ale tu akurat tyle co kot napłakał, też to zasługa podejścia autora do pracy nad grą. Po prostu PRO!
Pominę sprawę muzyczno – dźwiękową (całą noc grałem z wyłączonymi głośnikami – jak to u mnie bywa w zwyczaju – inaczej sąsiady dziady miałbym na karku), zostawię ten punkt innym recenzentom – gra zasługuje na opiewanie jej w annałach sieci. Podsumujmy: grywalność to esencja tego tytułu, humor wizualno – tekstowy (gęsto widać smarował nornik!), świetnie motywująca do grania kampania (mimo skromnych nakładów zasadniczych nowinek w kolejnych odsłonach). Gra mnie zachęciła do lepszego zapoznania się z gatunkiem, który omijałem szerokim łukiem. To chyba najwyższy komplement? Nie dokonało tego Heroes&Magic3 pogrywane w strzępkach parę lat temu u Fadexa z Wackyjackie.
Dosyć lania miodu, czas dosypać trochę pieprzu… takiego bardzo osobistego, w końcu to moje spojrzenie na grę. Co to do diaska ma być? – i inne podobne pytania często z mych ust padały.. ta piramida to jakieś nieporozumienie! Nie pasuje tutaj… / Dwóch Czempionów wybiło 9 Husarów na 12 poziomie? Ironia? Brutalna prawda życia fantasy? / Magowie to jakieś słabiaki… zawsze mi giną, już lepsi Łucznicy, a też giną heh / Portal? A fuj! Nie pasuje, absolutnie! Już lepsze jakieś otchłanie i podziemne korytarze… całą noc się dziwowałem i wybornie się bawiłem, tarzałem się po podłodze, gra mimo potknięć różnego typu (wymienione powyżej to ledwie ułamek), sprzeczności, zaskakujących niestandardowością sprawia, że śmiało mogę polecać ten niezależny tytuł graczom odważnym! Nie bojącym się pokręconych wizji autora. A i jeszcze jedno, kurde! Ta gra jest jedyna w swoim rodzaju! Może miszmasz innych tytułów, klasyków – nie znam się na tym, nie mój rewir – fakt, że to nie kopia, remake czy jak tam nazwać, a w pełni autorskie dzieło sprawia, że się chce do tego wracać, niczym do unikalnego rękodzieła (drugiego egzemplarza czegoś takiego nigdzie nie znajdę) na środku półeczki nad łóżkiem, obok dyplomów za 3 miejsce w zawodach siatkówki w podstawówce i pustej puszce pierwszego w życiu wypitego piwa.
|
||||||||||||||||||||||
|
Copyright (c) 2005-2009 Ślimaczek |
||||||||||||||||||||||