Nawigacja
Ostatnie artykuły
+ Undertale - wideorec...
+ Party Hard - wideore...
+ Wywiad z twórcą Ut...
+ Top Hat (recenzja "s...
+ Concrete Jungle
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Nawigacja
Artykuły » Recenzje » Top Hat (recenzja "slowpoke")
Top Hat (recenzja "slowpoke")


Bardzo często jest tak, że jak przyjdzie "nowy", to wprowadzi wszystkich w osłupienie, tzw. "opad szczeny", zawróci w głowach, a po chwili się ulotni. Widzieliśmy to w naszym małym światku już kilkukrotnie, moim zdaniem Nikas należy do grupy tych autorów, który mimo wszystko więcej robią niż mówią. Chwała mu za to. Przyszedł i skromnie zapowiedział swojego platformera z panem w eleganckim cylinderku na głowie. Pokaz robił wrażenie, ale zapał został szybko ostudzony pojawieniem się pełnej wersji na platformie Steam. Za 10 euro. Tak zwane czterdzieści złotych.

Nie co dzień dane jest kreatorom-amatorom wydawać takie pieniądze na produkcje swoich kolegów po fachu. Tu od razu mała dygresja na temat profesjonalizmu jako takiego w temacie gier amatorskich (profesjonalna amatorka, czy to jeszcze oksymoron? Sam nie wiem). Moim zdaniem przedostanie się ze swoim dziełem na tyle daleko, by dojrzał cię świat, wcale nie jest wyznacznikiem profesjonalizmu. W dalszym ciągu nie pracujesz w studiu gier komputerowych i nie masz pod sobą dziesięciu grafików i doświadczonego życiem humanisty, który zajmie się scenariuszem. Tak naprawdę, drogi twórco, dostanie się na steam, czy nawet do działu "download" popularnego serwisu z grami jest przepustką, ale tylko przepustką do nowego, świata – tego, gdzie z produkcji gier da się wyżyć. Co ja to miałem... Top Hat, recenzja!

Czapeczkę kupiłem na steamie praktycznie zaraz po premierze, akurat miałem okazję, pierwsza środa tygodnia, to jak tu jakiejś kwoty nie wydać na "te swoje zachcianki". W znacznie późniejszym czasie (nie wiem, rok po premierze?) gra trafiła jako część Humble Bundla i chyba w końcu na poważnie wylądowała w naszym środowisku, choć i tu niektórzy nie mieli technicznej możliwości zdobycia tytułu. Grę w promocji też dostawało się na Steam. Od razu coś wydawało się inaczej, lepiej, niż kiedykolwiek – zamiast rozpakowywać ZIPa z grą i szukać pliku .exe do uruchomienia, dostałem informację od Platformy, że "Top Hat zagościł na twoim malutkim, prawie pełniutkim dysku" i mogę grać.

Jest wybór języka jest interko, jest menus. Wszystko w jednym stylu, estetycznie, do niczego się nie można przyczepić. No, może oprócz tego, że grafika naśladuje oldskul. - Cooooo? - już słyszę za plecami... - Przecież to świetny pomysł naśladować stare konsole ośmiobitowe, ich klimat, efekty dźwiękowe przypominające bzyknięcia i szurnięcia! - Otóż nie. Przykro mi was rozczarować, ale nie jestem fanem postarzania produkcji dla uzyskania efektu gry sprzed ćwierćwiecza. Możecie myśleć, że nadaje to uroku, ale dla mnie wynika z potrzeby ograniczenia nakładów pracy nad grą – takie zwyczajnie upraszczanie sobie roboty. Na domiar złego jest to na tyle popularny ostatnio zabieg, że wydaje się być coraz bardziej "w porządku". Krótko reasumując ten aspekt Top Hata – grafika ma piksele podwójnego rozmiaru, sama mieści się w niewielkim okienku (można rozciągnąć na pełny ekran), i o ile całość wizualiów jest spójna, to jak dla mnie oldskul zastawił na autora pułapkę rodem z 1985 i współczesny zamysł skomplikowania platform, różnorodności grafik, przeciwników i animacji – w tej rozdzielczości się po prostu nie mieści. Tak naprawdę dopiero ten fakt spowodował, że na dobre postanowiłem się przyczepić tematu dużego piksela w Top Hat. Wizualia są bardzo dopracowane i urozmaicone, na swój sposób szczegółowe, ale... mam wrażenie, że podczas tworzenia kolejnych bitmap twórca zgrzytał zębami, walcząc o każdy z dwudziestu dostępnych pikseli.

Z grafiki szybko do audio: Jakim odstawił kawał dobrej roboty. Muzyka nadaje tempa rozgrywce, tam gdzie trzeba, buduje klimat przez całość, co poziom dając adekwatne odczucie do przedstawianego świata, jest melodyjna, pogodna i naprawdę nie mogę się tu niczego doczepić - od technicznej strony też pasuje do grafiki, jest stylizowana na coś ze starszą datą produkcji. Co tu więcej gadać, idźcie na Bandcamp i niech wasze ucha same spróbują (Jakim udostępnił cały soundtrack także na Youtube).

Mamy stylizowane A/V, wiecie co jeszcze jest stylizowane? Poziom trudności. Bo pewnie wielu z was nie pamięta, ale kiedyś gry były trudne. I to nie tak trudne, że trzeba było szybko nacisnąć "W" albo "S" w "quick time evencie", ale trzeba było co rusz wykazać się małpią zręcznością, żeby byle mini-bossa utłuc. Szanowny pan w cylinderku też ma sporo do przeskoczenia i masę kombosów do wykonania. Na szczęście nie od razu - poziom trudności wzrasta w miarę coraz dalszego zagłębiania się w świat pikselowatych klocków, by w pewnym momencie zwyczajnie śmiać się graczowi w twarz i drwiąc z niego w najlepsze, gdy ten kona po raz kolejny na tym samym kolcu, albo dwa metry dalej. Jest to zdecydowanie powód dla którego, jako recenzent z przykrością przyznaję, że nie ukończyłem gry Top Hat. Zatrzymałem się na pewnym etapie, po "dziestym" podejściu do jednej planszy tylko po to, by dostrzec jak bardzo wrednie ułożone są etapy w tej produkcji. Nie ma wręcz możliwości przejścia tego za pierwszym razem. Trzeba dokładnie poznać mapę, gdyż wiele przeszkadzajek jest trudnych do zauważenia przy pierwszym biegu. Ba - czasem w ogóle ich nie widać zanim nam nie odbiorą cennego życia. Może to kwestia zbyt długich etapów jak na takie ułożenie i gęstość śmiercionośnych kolców, ninja-bolców i całej armii poukrywanych po kątach złowrogo nastawionych stworzeń? Planowanie przejścia kolejnych fragmentów plansz dodatkowo utrudnia fakt, że widzimy tylko wrogów w polu widzenia boahtera - ci za ścianą są niewidzialni i ukazują się na ekranie dopiero, gdy są na linii wzroku naszej postaci. Sporo nerwów straciłem na ogrywaniu tegoż dzieła i zapewne nadejdzie dzień, w którym z braku laku dokończę zmagania. Na chwilę obecną zwyczajnie brakło mi cierpliwości. W pewnym momencie zauważyłem też, że nie wszystkie miejsca zapisu działają, co oznaczało dla mnie rozpoczynanie danego etapu od początku za każdą skuchą. Nie pamiętam, żeby inne tytuły tego gatunku stwarzały mi aż tak duże problemy. W zasadzie to gra zniechęca do kolejnych podejść podsuwając zbyt monotonny gameplay. Z drugiej strony, jeśli ktoś tęskni za czymś, co stanowić ma wyzwanie a nie serię QTE-sów do naciśnięcia, zakończonych tekstem "brawo, masz klawiaturę, więc wygrałeś" - szczerze polecam, bo wychodzi na to, że trzeba się nieźle nafikać przy przechodzeniu niektórych etapów. Nafikać i nafikać. Do skutku. Szczęście w nieszczęściu - progress nagradzany jest nowym, ciekawym arsenałem (uwielbiam pistolet miotający czasowymi platformami, naprawdę zmusza do myślenia), a każdy inny świat ma nową, lepszą muzykę i stanowi lekki powiew świeżości (to psychodeliczne niebo, ten grobowiec Cheopsa).

Trochę ponarzekałem, ale nie można odmówić grze spójności. Oprawa dla oka i ucha, gameplay - wszystko pasuje. Nasi rodacy odwalili kawalicho świetnej roboty i bardzo mnie cieszy, że gra wyskoczyła ze Steam Greenlight na "główną" do sprzedaży, bo utwierdza mnie w to w przekonaniu, że warto było wyłożyć parę euro. Choćby po to, żeby zasmakować całokształtu, który nie stoi już na poziomie, który znamy z naszego podwórka sprzed paru lat. Żadnych koślawych grafik, podłych błędów silnika czy bezczelnych zapożyczeń z bibliotek. "Amatorzy" pojedynkują się na arenie międzynarodowej tworząc czasomarnotrawiaczy na długie godziny. Świat zasuwa do przodu i Top Hat jest tego świetnym przykładem. Ja sam z pewnością jeszcze wrócę w ten świat pikselozy. Ale nie dziś, teraz się na siebie gniewamy.

Kliknij tutaj, aby przejść do galerii.



Plusy:
Ocena:

bardzo klimatyczna muzyka

wyzwanie na długie godziny...


7/10




Minusy:

Informacje:

...bardzo trudne wyzwanie

małe bugi


Producent: N94Games

WWW: Steam

Edytor: Game Maker

Data wydania: 31.07.2014


Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
8,156 unikalne wizyty